Zanim zacznę opowiadać o dzisiejszym dniu muszę wspomnieć o dwóch sprawach. Po pierwsz kolega Johnny narzeka, że mało o nim piszę, więc dziś wspominam na wstępie o nim i o jego pomalowanych paznokciach. Po drugie zostało mi wypomniane pewne niedociągnięcie, do którego natychmiast się przyznaje, mianowicie nie wiem czym się zasłużyła Jasna Góra. To tyle w kwestii wstępu.
Rano, po zjedzeniu jakże pysznego śniadania, spakowaliśmy się do samochodu, po czym czekaliśmy na Johnnego po raz pierwszy. Następnie pojechaliśmy na górę, na którą można się dla odmiany wspinać. Na parkingu okazało się, że Johnny nie tylko zapominał tasiemek, na których miały wisieć stanowiska (a tak btw można powiedzieć, że stanowisko wisi?), ale też swojej uprzęży i kasku. Niezłomnie za to powtarzał, że ma kiełbasę. Domin pojechał z nim, a my raźno z Bartkiem poszliśmy szukać skały. No i niby skała to mała nie jest, ale nie tylko jej nie znaleźliśmy, ale krążyliśmy po lesie bez ładu i składu przy ciągłych zapewnieniach Macieja, że idziemy źle. Gdy dojechał Domin nasz stan poprawił się, ale tylko nieznacznie. Teraz też krążyliśmy, tyle że pod górkę. W końcu naszym oczom ukazały się upragnione skały. Mieliśmy wspinać się w takim czaderskim kominie, ale Domina użarł owad (bąk tłuściutki), więc w trosce o nasze zdrowie, przenieśliśmy się do mniej zaowadzionych szczelin. Wtedy właśnie spełniło się moje marzenie z dziecinstwa i ujrzałam na własne oczy Lwią skałę. Przeszczęśliwa rozłożyłam tam kocyk i glebnęłam się z nową lekturką. Moje kochane taternicze dzieci cały dzień z niemałym zapałem zdobywały kolejne ściany, a ja fotografowałam przecudny las dookoła mnie. Brakowało mi tylko jelonka Bambi, ale on już od dawna leżał na ścieżce na Biakło (tylko Tasia w naszym pokoju pamiętała jak się nazywają te szczyty, w sumie nie wiem czy tylko ona, ale reszta już śpi). Wracają zachaczyliśmy o Jaskinię Krowią (tym razem pamiętałam), w której występowały niezwykle rzadkie żuczki. Miałam pewne obawy czy aby na pewno powinniśmy tam schdzić gdyż jak się wcześniej przekonałam, moja grupa pełna jest Morderców Bezkręgowców (i nie myśle Jędrule, że ci wybaczę tą gąsienicę!). W samej jaskini było super, tak chłodno i wyszły świetne foty, a świetne foty to to co Tygryski lubią najbardziej. Prawie straciliśmy w niej Jasia, ale suma sumarum obyło się bez ofiar. Po OBIADOkolacji, nastąpiła wyczekiwana przez wszystkich chwiala, a mianowicie sąd koleżeński. W rolę szanownych sędziów wcielili się OSP Kębłowo, Jędrula i Maciej, prokuratorem był Jasio, a MECENASEM Johnny. Mi ze względu na umiejętność dość szybkiego pisania przypadła rola protokolanta, a Bartek robił za pijanego woźnego. Rozprawa trwała prawie godzinę i była naprawdę profesjonalna. Nie ma co, zwłaszcza sędzia miał gadane, nie mogłam nadążyć z protokołowaniem. W końcu Domina uniewinniono, a sprawa upuszczonego karabinka odeszła w mglistość. No i wedy pojawił się mój rasta frend.I zacznijmy od tego, że mnie w cholerę przestraszył. Jak żem podskoczyła, a on że przeprasza w głowę mnie pocałował i zaczął opowiadać, że u niego gdy się kogoś przestraszy zaczyna się palić włosy tej osoby (no mówiłam, że on ma doświadczenie w paleniu ziela) potem był temat o rzeźni, o weterynarzu, o konsumowaniu mięsa i o tym, że w pokoju chłopaków było prosektorium. Nastepnie powiedział, że da nam pożądne drzewo, bo mnie lubi, za to że się uczę i w ogóle. Dostałam drugiego buziaka w czoło i zapewnienie że możemy sobie ogniskować ile chcemy. Imię też już zna. Jak poszedł Bartek mówi, że cieszy się, że mi oszczędził szczegółów obróbki mięsa bo nie wie jak bym to przyjęła. Marci rozpalał ognisko, a ja dbałam o jego dobrą aurę i znowu z nikąd pojawił się Fan Palenie Dziwnych Rzeczy i cytując, stwierdził, że ognisko się dobrze pali bo je zaklinam. Na ognisku była papryka, dym leciał na Macieja (jako na ojca ognia) lub ewentualnie na mnie (awansowałam na ciotkę). A właśnie, zapomniałam dodać, że Tasię nawiedził duch, ale Jasio i OSP Kębłowo wyruszyli jej na ratunek. Ale patrząc na nią teraz dochodzę do wniosku, że przybyli za późno.
Zamieszczam fragmenty rozprawy:
"nie, proszę usiąść. Jędrula jestes wyłaczony z tej sprawy.
woźny pijany jest"
"ja przepraszam on używa niecenzuralnych gestów"
"ja bym ukarał
ale nie jestes od karania
ja jestem na ty z sędziami"
"słyszeliśmy że specjalnie go zrzucił a potem krzyczał
jak by tego nie powiedział byłoby wiadome, że to on
dobranocka o 19
panie adwokacie
mecenasie
mecenaise proszę zostawić dowcipy na później
teraz niech pan żartuje
to moja instytucja, mogę robić co chcę"
"proszę opsac wygląd
długie włosy nieogolna twarz i długie włosy na nogach"
"wyprowadzic prokuratora
ale woźny jest pijany"
"jak wiemy prezes ma problemy z żołądkiem i był w krzakach są w nich dowody
byłem w karzakach tam nic nie było
czy mecenas mówi prawdę czy zażądać przysięgi?
jaka to gazeta? jak mecenas może nie wiedzieć co czyta
próbowałem ja sprawdzić, ale była zyt zamazana
popieram nie wydaje się to panu porąbane (sędzia!)
ja to kupiłem w celu saniternym
taniej byłobty z papierem
mój klient podciera sie tylko dobrymi psamami
dobra srajtaśma i tak jest tańsza od gazety
dobrze ją miętoliłem
każda kartkę"
"sędzio ja bym ukarał tego sędziego!"
"syszałem słwowa obrońcy gramy na zwłokę
wolno mi rozmawiać z klientem o czym mi się podoba"
"prosze ustawic się w pozycji godnej dla kobiety"
"trzask
chciałem nogi rozprostować bo mam zakwasy"
"wprowadź mnie megafon
wnosze sprawę przeciw megafonowi
panie bartoszu jak się pan nazywa i jest pan spokrewniony lub spowinowacony
bartosz, jakie było nastepne pytanie
jest pan spokrewniony
szwagier nie rodzina"
"pana karabinek
mój
może pan przynieść
dajcie ekspresy!"
"wnioskuje o zmianę sędziowie są skorumpowani
proszę wstać wysoki sąd idzie
czy mogę zgłosić wniosek
jako woźny chce powiedziec oskarżony wniółś gotówke następna sprawa zawiadomiłam policje
wnosze o zmienienie składu bo są skorumpowanie
kasa zostanie jako dowód rzeczowy"
"oskarżony ukradl pieniądze!
gdyby pan nie zabrał to może byśmt rozpatrzyli
sedzio są gdzie indziej
jakieś pytnia do świadka
ja chcę otóż dobrze wiemy ze jest pan niemalże spokrewniony z moim klientem
Johnny w druga strone
no i dlatego eeeeeeeee yyyyyyy jeszcze raz dobrze weimy że pan jako obecny świadek
czas minął"
"czy ma pan uprawnienia do przebywania pod skałą
mam
a świadkowie mieli
mieli
jest to instruktor więc oni mieli, za to nie oskarżony
jaki jest przepis, cytat proszę
osoby mają prawo przebywac pod skała pod opieką instrukotora"
"jestes trąba nie mecenas"
"czy świadek ma papiery sprawności umysłowej
nie ma takch
a średnia
4.3
sie odezwał
on ma 4.4"
"co pan robił
o 24.01 wstałem i zjadłem kanapkę
o 2:07 wstałem z zjadłem kanapkę i batona"
"wyprowadzić świadka
jakieś słabe te kajdanki"
"no musze od początku o 24...
wysoki sądzie to nie może trwac tyke niech zacznie mówic na temat
nie ma papierów że ma pan problemy z pamięcią"
"nie pamiętam ściagałem stanowisko, ale nie prosze to wymazać
on miesza
co za kolokwializm
co się stało jak pan wciągał
z której wędki
prawej
nic sie nie stało
to z lewej
to nie wiecie z której a oskarżacie
tej z prawej bliżej skały
ale skała jest okrągła"
I weź to pogadaj...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz